Jak pokazywać ofertę w social media, żeby nie brzmieć nachalnie?

Firmowy profil w mediach społecznościowych ma wspierać biznes, dlatego unikanie tematów sprzedażowych nie ma większego sensu. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy każda publikacja zaczyna wyglądać jak kolejna reklama. „Zapraszamy do skorzystania”, „sprawdź ofertę”, „nie czekaj” czy „skontaktuj się już dziś” szybko stają się dla odbiorców przewidywalne i łatwe do zignorowania. Nie dlatego, że ludzie nie chcą kupować produktów i usług poznanych na Facebooku, Instagramie czy LinkedInie. Po prostu nie otwierają tych aplikacji po to, żeby przez cały czas oglądać katalogi sprzedażowe. Zanim ktoś zdecyduje się na kontakt z firmą, często chce najpierw zobaczyć, jak pracuje, jakie problemy rozwiązuje i czy rzeczywiście zna się na swoim fachu. Social media dają bardzo dużo możliwości, żeby pokazać to bez nachalnego przekonywania do zakupu. Oferta może pojawiać się w komunikacji regularnie, ale za każdym razem w trochę innym kontekście. Wtedy sprzedaż staje się naturalną częścią profilu, a nie momentem, w którym marka nagle zaczyna mówić zupełnie innym językiem.

Należy przy tym pamiętać, że odbiorca nie śledzi firmy tak dokładnie, jak robi to osoba prowadząca jej profil. To, że o konkretnej usłudze pisaliśmy trzy miesiące temu, nie oznacza, że każdy potencjalny klient widział tamtą publikację. Nie ma więc nic złego w regularnym przypominaniu o ofercie. Znacznie ważniejsze jest to, żeby nie robić tego za każdym razem w identyczny sposób. Raz można pokazać konkretną realizację, innym razem odpowiedzieć na pytanie klienta, opowiedzieć o procesie albo przedstawić sytuację, w której dana usługa okazuje się szczególnie przydatna. Dzięki temu ten sam element oferty może stać się podstawą wielu różnych treści. Odbiorca poznaje firmę stopniowo, zamiast otrzymywać po raz kolejny tę samą planszę z listą usług. Taki sposób komunikacji jest też po prostu bliższy temu, jak naprawdę podejmujemy decyzje zakupowe. Najpierw zauważamy problem lub potrzebę, później szukamy rozwiązania, sprawdzamy możliwości i dopiero na końcu wybieramy konkretną firmę.

Zamiast mówić „co sprzedajemy”, pokaż, kiedy może się to przydać

Jednym z najprostszych sposobów na naturalne pokazywanie oferty jest rozpoczęcie komunikacji od sytuacji klienta. Zamiast pisać „oferujemy przygotowanie prezentacji sprzedażowych”, można zacząć od momentu, w którym przedsiębiorca za kilka dni ma ważne spotkanie, a jego prezentacja nadal składa się z przypadkowych slajdów. Zamiast „prowadzimy profile w social media”, można opisać firmę, która przez kilka tygodni niczego nie opublikowała, bo zawsze pojawiało się coś ważniejszego. Odbiorca znacznie szybciej reaguje na sytuację, którą zna, niż na nazwę usługi zapisaną w katalogu. Takie podejście nie wymaga tworzenia wymyślonych historii czy przesadnego storytellingu. Wystarczy przyjrzeć się temu, z czym klienci rzeczywiście zgłaszają się do firmy. Bardzo często można wskazać konkretny moment, w którym pojawia się potrzeba skorzystania z danego produktu albo usługi. Właśnie ten moment warto pokazać w poście, a dopiero później wyjaśnić, jak firma może pomóc. Oferta nadal jest więc obecna, ale pojawia się jako odpowiedź na rzeczywisty problem, a nie jako oderwany od kontekstu komunikat sprzedażowy.

Dobrym ćwiczeniem jest zapisanie przy każdej usłudze kilku zdań zaczynających się od słów: „klient zgłasza się do nas, kiedy…”. W przypadku jednej firmy może to być brak czasu, w innej trudność z wyborem produktu, zbliżające się wydarzenie albo konieczność przygotowania materiałów na spotkanie. Już sama taka lista może stać się bazą tematów do social media na kilka tygodni. Co ważne, poszczególne sytuacje często trafiają do różnych grup odbiorców, mimo że ostatecznie prowadzą do tej samej usługi. Można więc komunikować ofertę znacznie precyzyjniej, bez ciągłego powtarzania jej nazwy. Odbiorca sam zaczyna zauważać, że opisany problem dotyczy również jego. Wtedy informacja o możliwości współpracy nie jest nachalnym dodatkiem, tylko logicznym zakończeniem publikacji. To zdecydowanie skuteczniejszy kierunek niż rozpoczynanie każdego posta od logo, nazwy usługi i przycisku „skontaktuj się z nami”. Social media najlepiej działają wtedy, gdy najpierw pojawia się powód do zainteresowania, a dopiero później oferta.

Pokaż usługę w praktyce, zamiast ciągle ją opisywać

Oferta staje się dużo bardziej przekonująca, gdy odbiorca może zobaczyć, co tak naprawdę za nią stoi. Dlatego jednym z najlepszych rodzajów treści sprzedażowych są realizacje, przykłady i fragmenty codziennej pracy. Firma projektująca materiały marketingowe może pokazać gotowy folder, plakat czy prezentację i krótko opowiedzieć, do czego powstały. Osoba prowadząca social media może zaprezentować przykładowy cykl publikacji albo pokazać, jak różnie wygląda komunikacja dwóch marek. Organizator wydarzeń może opowiedzieć o konkretnym wyzwaniu, które pojawiło się podczas realizacji projektu. W takim poście nie trzeba już pisać pięciu zdań o tym, że firma jest profesjonalna i ma duże doświadczenie. Sama realizacja staje się potwierdzeniem kompetencji. Co więcej, odbiorca łatwiej wyobraża sobie podobną usługę w swojej firmie, kiedy widzi konkretny przykład. Dzięki temu portfolio może pełnić również funkcję sprzedażową, ale bez charakterystycznego tonu reklamy.

Warto pokazywać nie tylko efekt końcowy, lecz również fragment procesu. Część klientów nie wie, co właściwie dzieje się pomiędzy wysłaniem zapytania a otrzymaniem gotowego materiału. Można więc pokazać szkice, plan, kolejne etapy prac albo wyjaśnić, dlaczego w danym projekcie wybrano konkretny kierunek. Takie treści pozwalają lepiej zrozumieć wartość usługi, zwłaszcza jeśli jej efekt nie sprowadza się do jednego fizycznego produktu. To także dobry sposób na uzasadnienie ceny bez publikowania postów, które próbują przekonywać odbiorcę, że „warto zapłacić więcej za jakość”. Jeżeli ktoś widzi ilość pracy, zakres odpowiedzialności i sposób podejścia do projektu, znacznie łatwiej rozumie, za co właściwie płaci. Nie oznacza to oczywiście konieczności dokumentowania każdego kroku każdej realizacji. Wystarczy regularnie wybierać fragmenty, które mogą być interesujące również dla potencjalnego klienta. Z czasem profil zaczyna dzięki temu mówić o ofercie praktycznie bez używania klasycznych komunikatów sprzedażowych.

Edukuj, ale nie bój się powiedzieć, że możesz się tym zająć

Treści edukacyjne są świetnym sposobem na pokazywanie wiedzy i budowanie zaufania, ale można też przesadzić w drugą stronę. Czasem na firmowym profilu pojawiają się dziesiątki porad, a odbiorca nadal nie wie, jakie usługi właściwie oferuje dana marka. Jeżeli piszesz o problemie, który rozwiązujesz zawodowo, całkowicie naturalne jest wspomnienie o tym na końcu publikacji. Nie trzeba robić tego agresywnie. Zdanie „jeśli nie chcesz zajmować się tym samodzielnie, mogę przejąć ten obszar” może wystarczyć. Podobnie działa krótkie wskazanie, że opisane zagadnienie jest częścią konkretnej usługi. Dzięki temu poradnik nie zamienia się w reklamę, ale jednocześnie nie pozostawia odbiorcy z samą wiedzą. To szczególnie ważne w przypadku usług, przy których część osób po przeczytaniu materiału uzna, że woli powierzyć temat komuś innemu. Dobra treść powinna dać czytelnikowi obie możliwości: spróbować wykorzystać wskazówki samodzielnie albo zwrócić się po profesjonalną pomoc.

Warto też uważać na sztuczne tworzenie poradnika tylko po to, żeby na końcu wkleić CTA. Jeżeli dziewięćdziesiąt procent publikacji sprawia wrażenie wstępu do zdania „a my możemy zrobić to za Ciebie”, odbiorcy bardzo szybko zauważą ten schemat. Treści edukacyjne powinny naprawdę odpowiadać na pytania i dawać praktyczną wartość. Dopiero wtedy wzmianka o ofercie brzmi naturalnie. Firma nie musi przy tym zdradzać całej swojej wiedzy ani przygotowywać darmowego podręcznika do każdej usługi. Wystarczy pokazać sposób myślenia, zwrócić uwagę na ważne elementy i pomóc odbiorcy lepiej zrozumieć problem. Takie publikacje często działają długo po opublikowaniu, ponieważ można do nich wracać, udostępniać je i wykorzystywać w rozmowach z klientami. Jednocześnie budują obraz marki, która zna swoją dziedzinę, zamiast tylko zapewniać o własnych kompetencjach. To bardzo dobra baza dla późniejszej sprzedaży, nawet jeżeli pojedynczy post nie kończy się natychmiastowym zapytaniem.

Nie każda publikacja musi sprzedawać. Ale odbiorca powinien wiedzieć, co robisz

W komunikacji firmowej łatwo popaść w jedną z dwóch skrajności. Pierwsza to profil będący praktycznie katalogiem ofertowym, gdzie każdy post prowadzi do sprzedaży. Druga to bardzo ciekawy profil pełen porad, zdjęć i ciekawostek, z którego trudno zrozumieć, czym firma właściwie zajmuje się biznesowo. Dobra komunikacja znajduje się gdzieś pomiędzy. Nie każdy materiał musi mówić o usłudze, ale oferta powinna regularnie pojawiać się w różnych kontekstach. Warto więc mieszać publikacje edukacyjne, wizerunkowe, realizacje, kulisy pracy, odpowiedzi na pytania oraz bardziej bezpośrednie posty sprzedażowe. Dzięki temu profil jest interesujący również dla osób, które nie planują zakupu właśnie dzisiaj. Jednocześnie gdy potrzeba rzeczywiście się pojawi, odbiorca wie, z czym może zwrócić się do firmy. To właśnie ten moment jest jednym z najważniejszych celów długofalowej komunikacji w social media.

Nie ma również nic złego w publikacji, która po prostu przedstawia ofertę. Czasem naprawdę warto napisać wprost: „zajmuję się tym i tym, a współpraca wygląda w taki sposób”. Jeżeli pozostała komunikacja dostarcza wartości i pokazuje firmę od różnych stron, taki post nie będzie odebrany jako nachalny. Może wręcz okazać się potrzebny, szczególnie dla nowych obserwujących, którzy dopiero zaczynają poznawać markę. Warto wtedy postawić na konkret: dla kogo jest usługa, jaki problem rozwiązuje, co obejmuje i jak można rozpocząć współpracę. Nie trzeba dodawać pięciu wykrzykników, sztucznej presji czasu ani komunikatu, że oferta zmieni życie każdego odbiorcy. Prosta informacja bywa znacznie skuteczniejsza. Sprzedaż w social media nie wymaga ukrywania tego, że firma chce zarabiać. Wymaga przede wszystkim wyczucia momentu i sposobu, w jaki o swojej ofercie opowiada.

Oferta może być obecna bez ciągłego „sprzedawania”

Najlepiej prowadzone profile firmowe często sprzedają właśnie wtedy, gdy pozornie nie publikują klasycznych reklam. Pokazują realizację, odpowiadają na pytanie klienta, tłumaczą fragment procesu albo przedstawiają codzienną sytuację, którą odbiorca dobrze zna. Każda z takich publikacji buduje kolejne skojarzenie z marką i jej ofertą. Gdy pojawia się realna potrzeba, odbiorca nie musi zaczynać poszukiwań od zera, ponieważ pamięta firmę, której treści już wcześniej widział. To dlatego warto myśleć o sprzedaży w social media jako o procesie, a nie pojedynczym poście z czerwonym przyciskiem. Jedna publikacja może wzbudzić zainteresowanie, druga pokazać wiedzę, kolejna odpowiedzieć na obawę, a dopiero następna doprowadzić do kontaktu. Nie zawsze da się przypisać konkretne zapytanie do konkretnego posta. Nie oznacza to jednak, że wcześniejsze treści nie miały wpływu na decyzję klienta. W wielu przypadkach właśnie ich suma sprawia, że wiadomość lub telefon pojawiają się w odpowiednim momencie.

Warto więc regularnie mówić o tym, co firma robi, ale nie ograniczać się do powtarzania oferty ze strony internetowej. Pokazuj problemy, które rozwiązujesz, ludzi, z którymi pracujesz, przykłady, proces, pytania klientów i sytuacje z codziennej pracy. Nie bój się też jasno powiedzieć, że dana rzecz znajduje się w Twojej ofercie. Odbiorca nie powinien być zmuszony do zgadywania, czy można u Ciebie zamówić usługę, o której właśnie przeczytał. Jednocześnie nie potrzebuje przy każdej publikacji wezwania „napisz do mnie już teraz”. Czasem wystarczy sprawić, żeby wiedział, że w odpowiednim momencie może to zrobić. Tak budowana komunikacja jest znacznie bardziej naturalna, a przy okazji daje firmie dużo więcej tematów niż ciągłe prezentowanie kolejnych pozycji z cennika. Ostatecznie dobra sprzedaż w social media nie polega na tym, żeby mówić głośniej. Chodzi o to, żeby w odpowiednim momencie mówić o rzeczach, które naprawdę interesują potencjalnego klienta.